Rząd wygoni nas do pojazdów elektryczych: autubusów

Wszystko wskazuje na to, iż elektromobilność w Polsce nastanie szybciej niż się tego spodziewamy. I to nie za sprawą Polskiego Auta Elektrycznego Izera, na którego zakup będą mogli sobie pozwolić jedynie nieliczni. Elektromobilność zostanie wprowadzona poprzez „zachęcanie” ludzi do korzystania z komunikacji miejskiej.

Kiedyś stare Golfy jeździły 20 lat. Dzisiejsza palą trochę mniej, ale silniki TDI i TSI po przekroczeniu 250 000 km okazują się skarbonką. W nowoczesnym aucie nawet awaria oświetlenia stanowi koszt: nie wystarczy wymienić żarówki, trzeba wymienić całą lampę!

Polacy przenoszą się do dużych miast

Tak wynika ze wszystkich badań. W małych miastach nie ma pracy, więc młodzi z nich uciekają. A tam gdzie są młodzi ludzie mają szanse istnieć usługi. W dużych miastach od lat tępi się prywatne samochody. Rozbudowywana jest komunikacja miejska, drogi dla samochodów prywatnych są likwidowane kosztem buspasów. Od 2030 roku będą obowiązkowe strefy czystego transportu, a tam będzie można wjechać tylko samochodami, na które większości Polaków nie będzie stać: pozostanie tramwaj lub autobus elektryczny.

Miasta masowo kupują autobusy elektryczne

Co ma związek z powyższym. Zakaz wjazdu dla aut spalinowych nie przeszedłby gdyby po strefie jeździł smrodzący autobus. Nawet z nowoczesnym dieslem pod maską.

Jaworzno to przykład miasta w którym autobusy elektryczne jeżdżą nie tylko w centrum ale również i poza miastem. Niedługo flota autobusów w Jaworznie będzie wyłączenie elektryczna.
fot. PKM Jaworzno

Liczba aut w Polsce spada

W 2019 mieliśmy mniej zarejestrowanych aut niż w 2020. Lockdowny spowodowały, że wielu Polaków nie stać własne cztery kółka. Spada również liczba aut nadających się do eksploatacji: wiele z nich stoi ponieważ właścicieli nie stać na naprawy.

Powoli nie ma już jakich aut sprowadzać

Większość używek na zachodzie to diesle, które w ekologicznych Niemczech jeździły a po przekroczeniu granicy polskiej nagle się popsuły i zaczęły dymić. Powoli nie ma aut używanych z prostymi silnikami, których naprawa nie będzie kosztować kilkanaście tysięcy w razie awarii. Kupno samochodu za 15-20 tysięcy złotych a potem najprawdopodobniej dołożenie drugiego tyle na naprawy w ciągu 2-3 lat to transakcja, na którą mało kogo stać.

Ceny paliw poszybują w górę

Po globalnym dodruku koronapieniędzy podrożeje wszystko. Ropa przebije 200 USD na przełomie 2021/2022. Kiedy skończy się koronawirus wszyscy zaczną nadrabiać podróżowanie: linie lotnicze przeżyją boom a na rynku będzie brakować ropy.

Wraz z zachętami ludności do przesiadki na elektryki, rządy zadziałają kijem: poprzez opodatkowanie paliwa i aut spalinowych. Auta spalinowe będą kosztować realnie tyle ile elektryczne a na te drugie – jak wiadomo – niewielu dziś stać. Pozostaną autobusy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *