Czy warto godać po śląsku – czyli o języku śląskim

Generalnie w gospodarce światowej warto języki ujednolicać. Żaden lud nie ma żadnego interesu by rozmawiać między sobą w takim języku by nikt ich nie rozumiał. Zamknięcie się w swoim własnym gronie – gospodarczo rzecz biorąc – zawsze jest na dłuższą metę szkodliwe.

Niema więc racjonalnego powodu by istniał język śląski, małopolski czy wielkopolski. Oczywiście warto: jeśli dane słowo z języka śląskiego jest lepsze to powinno wejść nie tylko w język śląski ale również w języki zagraniczne.

Familoki czy kamienice? Co brzmi lepiej?

Cała ta jednak „śląsko godka” z Bercikiem i Andzią na czele reszcie polaków nie kojarzy się zbyt dobrze. Dla osoby spoza regionu używanie języka śląskiego raczej wygląda na sabotaż gospodarczy niż promocję regionu.

Dobrym przykładem są tu nieruchomości. W Katowicach mamy familoki a w Krakowie kamienice. Co brzmi ładniej? Kamienica to coś starego, ale pięknego, solidnego. A familok? Wypowiadając to słowo czujemy nosem „zapach” skarpet górnika po tzw. szychcie (szychta – dniówka). Gdyby nagle ktoś wprowadził ustawę nakazującą nazywanie w Krakowie kamienic familokami ceny mieszkań w tych budynkach spadłby z dnia na dzień po 40%.

Takie samo wrażenie jak wyżej wspomniane familoki wywarłyby telefon firmowy odebrany po śląsku na kliencie z Warszawy. No niestety, ale używanie języka śląskiego nie zwiększa wartości sprzedawanej usługi czy towaru – a wręcz przeciwnie. Zastanówmy się nad tym ucząc dziecko „śląskiej godki”. Czy posługując się tylko i wyłącznie tym językiem możemy się dziwić, że jedyne co można zrobić na śląsku, by poprawić swój byt, to wyjechać do Niemiec?

A może to właśnie sterowana przez Niemcy TVP tworzy taki obraz Śląskości i śląska, zabijając gospodarczo ten region, by zapewnić sobie tańszych i lepszych niż niebieskoocy blondyni pracowników?

3 Responses to Czy warto godać po śląsku – czyli o języku śląskim

  1. Przypadek znam taki:

    Pracował lat 10 w pewnej korporacji, w Katowicach, pod nazwiskiem „Grzonka”. Zero awansu, przez 10 lat. Zapytał prezesa „what’s going on?” Ten odparł mu: nazwisko!

    Nazwisko można zmienić, planował zmienić na „Grzanka” ale prezes sugerował że ma pochodzenie chłopskie. Teraz nazywa się „Tostowski” i… jest prezesem w najlepiej opłacanym oddziale na świecie: w USA.

    • Hehe wyobrażacie sobie jaki byłby polew gdyby prezes najważniejszej partii w PL nazywał się Jarosław Koczko… nie, nie nie tak nie możę być. Śląsk to ukryta opcja niemiecka.

  2. Pracuje jako dostawca kotłów CO. Jak słyszę od ślązaka że mieszka w miejscowości „Rogów” to nigdy nie wiem czy on mieszka w miejsowości „Róg”, „Rogi” czy „Rogów”. Bo nie wiem czy to prawdziwa nazwa miejscowości czy przekręcone po ichniemu. Oni każdy wyraz przekręcają. Dla nich „Jastrzębie Zdrój” to „Jastrzymbie” a Katowice to „Kotowice”. Nie da się z nimi dogadać…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *